RECENZJA: „Zanim wystygnie kawa”

korekta, skład
03 kwietnia 2025

- Świetna książka. Będzie pani płakać.

- Tak, słyszałam.

- Są jeszcze następne części.

- Dziękuję, lubię zaczynać od pierwszej, jeśli mam taką możliwość. W końcu ją upolowałam.

- Naprawdę, będzie pani płakać, jest taka wzruszająca.

 

Z takim właśnie nastawieniem sięgnęłam po książkę „Zanim wystygnie kawa”. Po pierwsze, czekała w kolejce już dawno, po drugie, skoro miałam płakać i płakać – zostawiłam ją na weekend.Przenieść się w czasie, by zmienić bieg wydarzeń, by móc jeszcze raz wybrać – to rozumiem – były już takie książki i filmy (chociażby „Efekt motyla”).

 

Ale po co wracać do przeszłości, jeśli nie odmieni to tego, co jest teraz?

Po co jeszcze raz spotkać się z ukochanym, skoro on i tak wyjedzie?

Po co rozmawiać z mężem, skoro choroba Alzheimera i tak nie ustąpi, a on – co oczywiste – zapomni?

Po co spotkać się z siostrą, skoro jej to nie wskrzesi?

Po co wybiegać kilka lat do przodu, by przekonać się o nieuchronności wydarzeń?

 

Kazu wciąż parzy kawę, informuje o zasadach przenoszenia się w czasie i doskonale rozumie, czuje, czemu zawsze jest ktoś, kto chce usiąść na tym krześle. Dlaczego, mimo tego, że i tak ktoś dla nich ważny wyjedzie, umrze, odrzuci, zrani, goście, którzy przyszli tu za plotką o niesamowitych właściwościach kawiarni, pragną powrotów do dawnych spotkań i wychodzić naprzeciw tym, które się jeszcze nie odbyły?

 

„Potrzeba do tego tylko serca. A jeśli to krzesło jest w stanie odmienić czyjeś serce, to jego istnienie zdecydowanie ma sens”.To serce jest najważniejsze. Ono dyktuje słowa niewypowiedziane. To ono pozwala ryzykować, że nie zdążymy powrócić z wyprawy do własnych tęsknot i nadziei. To ono nie pragnie niczego więcej, niż przekonać się, czy ktoś, kogo kochamy teraz, wciąż będzie szczęśliwy, gdy nas już zabraknie. Pożegnania, rozstania i choroby bolą.

 

Czasem równie mocno ranią nas słowa, które zostały niewypowiedziane. Być może ta książka nie sprawiła, że płakałam, widocznie nie uderzyły w tę strunę, która jest odpowiedzialna za łzy, ale za to tak jakoś koresponduje z inną publikacją, która zdecydowanie wyzwoliła te pokłady: „Kiedy uświadomimy sobie, które fatalne sformułowanie steruje akurat nami, możemy je z siebie zrzucić, odwołując się do innych, uzdrawiających słów; możemy stworzyć dla siebie nową rzeczywistość i stać się w pełni sobą. Bo słowa mają moc. Niszczą lub uzdrawiają. I tylko od nas ostatecznie zależy, do których się odwołamy” (A. Kozak, J. Wasilewski, „Uwięzieni w słowach rodziców. Jak uwolnić się od zaklęć, które rzucono na nas w dzieciństwie”, Gliwice 2022).

 

Bohaterowie książki Kawaguchiego, dzięki ponownym rozmowom, tworzyli dla siebie nową rzeczywistość. Tak to widzę.I pewnie idealnym CTA na zakończenie byłoby zapytanie, z kim Wy chcielibyście raz jeszcze się spotkać, zanim wystygnie kawa. Jestem jednak przekonana, że może to być zbyt intymna kwestia jak na SM.

 

#redakcja #korekta #książka #kawa #recenzja

Podpowiedź:

Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium

Ta strona została stworzona za darmo w WebWave.
Ty też możesz stworzyć swoją darmową stronę www bez kodowania.