Lubicie ładne książki? Zwracacie uwagę na szatę graficzną, nawet jeśli jest to niby kolejna powieść?
Ja tak, być może mam tzw. zboczenie zawodowe, ale i głębokie przekonanie, że ładne wydania pochłania się zdecydowanie lepiej. Czytając reportaż „Dania. Tu mieszka spokój” (Wydawnictwo Poznańskie), miałam podwójną przyjemność. Po pierwsze rzetelny, niepozbawiony refleksji, wynikający z doświadczeń opis kraju, który mnie fascynuje. Po drugie, możliwość obcowania z ładnie zaprojektowanym wydaniem, w którym zgadzało się wszystko – układ tekstu, kompozycja zdjęć czy kolorystyka.
Sylwia Izabela Schab zabiera nas w podróż po kraju, który większość kojarzy się z tzw. hygge oraz rankingami na najszczęśliwszy naród na świecie (choć te notowania w odczuciu samych Duńczyków wypadają ostatnio trochę gorzej). Autorka przyznaje się (bez bicia), że zaczęła studiować filologię duńską nie mając wiele wspólnego z Danią, o języku już w ogóle nie wspominając.
Okazało się, że nie taki diabeł straszny, i tego „szczekania” można się nauczyć, ba! – nawet pracować duńskiej szkole językowej. Jaką Danię nam pokazuje? Nie tak różową, nie tak jednorodną i nie tylko Kopenhagę, którą określa się mianem miasta przyszłości.
Tu też, choć w bardzo dyplomatyczny sposób, do głosu dochodzą różne partie polityczne, nie każdy czuje się tym najszczęśliwszym, a przyjeżdżającym za pracą trudno jest się zasymilować z tamtejszym społeczeństwem. Duńczycy, choć wydają się nam bardzo postępowi, mają swoje ciemne karty historii (np. związane z niewolnictwem, stosunkiem do imigrantów czy postępowaniem względem mieszkańców Grenlandii).
To, co urzeka w Duńczykach, to ich dbałość o naturalne piękno przyrody, „nieposiadanie zbyt wielkich oczekiwań i radość z małych rzeczy”, czy zamiłowanie do wspólnych posiłków. W tym kraju do głosu dochodzą wszelkiego rodzaju stowarzyszenia i różne formy wolontariatu (np. z tego też powodu Polacy zaskarbili sobie rzekomo względy po rozpoczęciu wojny w Ukrainie).
S. I. Schab przytacza, na podstawie raportów, „że własny czas na pomoc innym poświęca czterdzieści procent Duńczyków (…) Przeciętny wolontariusz na pomoc innym przeznacza aż czternaście godzin w miesiącu (…)”. Co ciekawe, w 2020 roku Duńskim Słowem Roku (a więc w roku pandemii) było ‘samfundssind’, czyli ‘zmysł społeczny’ (który oznacza „stawienia dobra wspólnego ponad własne”).
To kraj, w którym na każdym kroku można usłyszeć słowo ‘tak’, czyli ‘dziękuję’ – bo przecież każdy powód jest dobry do wdzięczności, czego zdecydowanie powinniśmy się uczyć od Duńczyków.
Wiele smaczków mogłabym jeszcze przytoczyć, ale polecam samemu przeczytać tę książkę. I to, że autorka pokazała nie tylko te pozytywne strony Danii, z pewnością nie pozbawi Was chęci przyjazdu do krainy klocków Lego.
Zatem ‘tak!’ – że przeczytaliście ten post do końca 😊
Podpowiedź:
Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium